WSTĘP
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że ten fanfick jest fanfickiem spokojnym i, z mam nadzieje, happy endem. Chyba, że coś pójdzie nie tak. Mam nadzieje, iż to fanfiction przypadnie wam do gustu oraz, że nikt się pod nim nie podpisze. Prosiłbym o nie kopiowanie, gdyż on tu zostanie, a jeżeli ktoś będzie go chciał gdzie indziej, to zobaczę co uda mi się zrobić. Nie przedłużając: niech zacznie się przygoda. Kopytko!!!
Rozdział 1
Dzielna Do czytając list, który przekazała jej Derpy, upuściła filiżankę z jej ulubioną zieloną herbatą. Filiżanka uderzyła o podłogę, wydając z siebie cichy dźwięk, lecz z powodu wszech panującej ciszy dźwięk ten był słyszany w całym mieszkaniu Twilight Sparkle. Rainbow Dash, tak samo jak Twilight, czekały na odpowiedź, co takiego jest napisane w liście. Jednak się tego nie doczekały. Do ledwo wydukała skromne "przepraszam" i wyleciała przerażona przez jedno z okien w dachu. Na spotkaniu z tym dzielnym pegazem były tylko Dash i księżniczka Sparkle.
Od czasu Ceremonii Ahuizotla, Dzielna Do często bywała w Ponyville z odwiedzinami u swoich największych fanek. Plotkowały, rozmawiały na różne tematy, ale najczęściej Do opowiadała o swoich nowych przygodach pełnych zaskakujących pułapek i walk. A. K. Yearling zaprzestała jak na razie pisania książek, ale obiecywała, że jeszcze wróci z super przygodą.
Ten pegaz z szarą grzywą mierzył się z wieloma przygodami, więc teraz zagadką było, dlaczego była aż tak przerażona. Oba kucyki, które zostały w domu, wpatrywały się w siebie przez chwilę, próbując wytłumaczyć, co tu się właśnie stało. Po chwili, gdy już doszła do nich myśl, że zamiast tak po prostu patrzeć się na siebie trzeba zacząć działać. Twilight pochwyciła list, którego Dzielna Do zapomniała wziąć ze sobą. Zaczęła mierzyć każdą linijkę tegoż listu swoimi fioletowymi oczami.
-Daj zobaczyć!- zaczęła krzyczeć Rainbow, próbując zobaczyć coś przez ramie fioletowej klaczy.
-Poczekaj, przeczytam i dam tobie.
-ALE JA CHCE ZOBACZYĆ!!!
-O jejku.
-No co to takie dziwne?- Dash, już czerwona na twarzy, usiadła obok Alicorna. Twilight uniosła swój przerażony wzrok, podobny do wzroku Do.
-Przepraszam.- powiedziała i zaczęła tłumaczyć o co chodzi - List dostała od jej informatora. Ahuizotl znowu jest w posiadaniu jakiejś śmiertelnej broni.
-Yhhh... - westchnęła Rainbow - nic nowego, ale to i tak nie wyjaśnia, dlaczego była tak przerażona. Wiele razy już go pokonywała.
-Tu pisze jeszcze, że... - Twilight wstrzymała na chwile oddech - Ahuizotl ma jej rodziców. Kate i Lennego Mithouse. Czyli z tego wynika iż Dzielna Do to Do Mithouse. Szkoda tylko, że musimy się tego dowiadywać od kartki papieru. Jednak teraz nie będziemy nad tym gdybać - trzeba jej pomóc!
-Nie wyglądała jak kucyk oczekujący pomocy - wtrąciła Dash.
-Ale to nie znaczy, że nie będzie jej potrzebować.
Obie pomyślały o tym samym. Spakowały najważniejsze rzeczy łącznie z listem. Spike zdążył tylko wejść do domu i usłyszeć od Twilight "opiekuj się domem". Widząc determinację oraz zdenerwowanie księżniczki nie chciał wyjaśnień. Skinął tylko głową i przytulił się do swojej opiekunki. Leciały tak szybko, jak tylko mogły. Oczywiście Rainbow musiała trochę zwolnić, gdyż pegaz lecący obok niej, choć dokonujący już wielkich postępów w lataniu, nie mógł nadążyć nad szybciej latającą przyjaciółką. Droga do domu A. K. Yearling była dość długa, więc kiedy dotarły na miejsce były wyczerpane. Wpadły z siłą tarana do starego domu, gdzie zastały tylko kartkę z listem. Widać, że autorka się spieszyła, gdyż kartka była poszarpana, a do tego było strasznie nabazgrane. Jednak pomimo tego brzydkiego pisma dało się odczytać co było napisanie:
"Wiem, że będziecie chciały mi pomóc, dlatego mam plan. Ja będę musiała odciągnąć uwagę Ahuiztola oraz jego sług, gdy wy uratujecie moich rodziców. W skrzynce obok mojego łózka jest magiczny klucz, który pasuje do każdej kłódki czy zamka. Nie zgubcie go, ale najważniejsze: nie zawiedźcie mnie. Ahuizotl chce wypróbować swojej substancji na moich rodzicach, a jak się pewnie domyślacie, tej substancji wystarczy użyć tylko raz. Dlatego musicie się postarać. O mnie się nie martwcie, umiem sobie poradzić. Wasza Dzielna Do"
Przeczytawszy ten list zaczęły szukać jej łóżka, a następnie skrzyni. Nie zobaczyły go na dole, więc jedyną opcją było to, że znajduje się na górze. Chcąc dostać się na poddasze musiały wręcz wyważyć klapę prowadzącą na strych. Gdy już się tam dostały, szybko zlokalizowały skrzynię. Lecz kiedy zobaczyły jak wiele jest rzeczy w tym wielkim pudle, musiały je przewrócić. Zaczęły kopytkami rozgrzebywać tony artefaktów i dziwnych rzeczy. Nagle Rainbow wyleciała aż pod sam dach budynku, krzycząc:
-Znalazłam - nagle jej zapał ustał i oddała klucz Twilight - ale znając moje szczęście, lepiej bym oddała go tobie
-Dziękuję - odpowiedziała fioletowa klacz.
-Tylko nie wiemy. gdzie się kierować - zakłopotała się Dash - jak my ją znajdziemy?
-W sumie nie pomyślałam o tym - przyjaciółka usiadła na podłodze i przypomniała coś sobie - pamiętasz, gdy tak próbowałaś mi wyrwać ten list...
-Możemy już do tego nie wracać - mówiąc to, tamta odwróciła się na kopytkach, żeby ukryć swoje zawstydzenie.
-Nie o to mi chodzi - księżniczka popatrzyła z politowaniem na swoją koleżankę - nie zdążyłam wtedy doczytać, gdzie zostali zamknięci.
Mówiąc to, wyciągnęła list z torby. Odczytała nazwę tego miejsca z trudem:
-Świątynia Ma... Magun... Matun...
-Świątynia Maklatungi - wrzasnęła Rainbow Dash - to świątynia króla ciemności.
-A ty skąd wiesz?
-Pamiętasz, gdy złamałam kopytko spadając z drzewa, kiedy Pinki mnie tak wystraszyła? - odpowiedziała z podekscytowaniem.
-Tak pamiętam - pokiwała głową Twilight.
-Wtedy pierwszy raz odwiedziła mnie Dzielna Do, spytała tylko jak się czuje, a później zaczęła opowiadać swoją ostatnią przygodę w świątyni Maklatungi. Śmiała się, że to była jedyna forteca, której nie zburzyła. Opowiadała o niej piękne rzeczy, że znajduje się tam sala wypełniona drogimi kamieniami i złotem. Znajduje się nie daleko za lasem Everfree. Lećmy tam jak najszybciej.
Jednak zanim to nastąpiło, znalazły w lodówce coś do jedzenia, gdyż burczały im brzuchy. Kanapka z serem poprawiła im humor. Od razu po posiłku wyruszyły w stronę wielkiego lasu. Wiedziały, że będzie to niebezpieczne, ale dla Dzielnej Do, a teraz już Do Mithouse były gotowe to zrobić.W tym samym czasie Dzielna Do stała przed, co dziwne, niestrzeżonymi drzwiami świątyni. Ale mogła się domyślić, że to tylko podstęp lub Ahuizotl wiedział, że przyjdzie i ten gest miał oznaczać "zapraszam". Uzbrojona w swój podróżniczy strój, torbę pełną, choć lekką, otworzyła drzwi tego sanktuarium i po raz pierwszy zadała sobie pytanie: Czy mi się uda? Odpowiedziała jej cisza, więc zrobiła krok w dal. Starała się nie myśleć o tym pytaniu, lecz samo wracało. Zrobiła kolejny krok w głąb, a drzwi same się zatrzasnęły, strasząc Do jeszcze bardziej. Zapadła ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz